
Aż chce się krzyknąć, „jestem wolny, W KOŃCU!”. Skończyło się to 13 lat edukacji szkolnej. Teraz czas na studia i pojawia się masa pytań i wątpliwości. Czy wybrać studia dzienne, czy zaoczne. Czy kierować się biznesem i chęcią rozwoju zawodowego, czy może nie śpieszyć się tak jak teraz i dać sobie więcej czasu na naukę na studiach dziennych. Czy w ogóle iść na studia?
Wbrew pozorom to trudne pytania, bo to od nich zależy moja przysłość. Dzisiaj mam kilka różnych pomysłów, będę zmuszony wybrać jeden z nich, ale decyzję tak naprawdę podejmę zaraz po odebraniu wyników matur, które będą dostępne dopiero pod koniec czerwca. Dzisiaj znam jedynie wyniki 2 egzaminów ustnych, polskiego (80%) oraz angielskiego (85%), w sumie nie czuję się z tym jakoś specjalnie super, choć, co fajne, okazuje się że Ci, którzy ciężko pracują nad szkołą, a przynajmniej tak mówią, osiągają często gorsze wyniki, niż Ci, którzy pracują po prostu nad sobą.
Myśląc nad szkołą, przypominam sobie masę sytuacji, w których to chciałem czegoś się nauczyć, czegoś co dało by mi możliwość czy to lepszego zarobku, czy to lepszego działania. Nie mogłem. I to nie dlatego że nie chciałem. Między szkołą a pracą miałem od czasu do czasu chwilę wolnego, ale człowiek nie jest robotem i przegrzewa się bardzo szybko – spać trzeba. Dzisiaj czuję energię, lepszą niż po jakimkolwiek seansie NLP. Mogę osiągnąć wszystko, bo mam na to czas. Zadaj sobie teraz pytanie czy iść na studia dzienne? Odpowiedź wydaje się być oczywista… Tyle że. Ja chcę studiować
Żeby odsunąć uwagę od moich problemów, zrobię to w klasyczny Family Guy’owy sposób, Panie i Panowie, mr. Conway Twitty.
PS. Jeśli ktoś tego ostatniego zdania nie zrozumiał, polecam obejrzeć każdy odcinek Family Guy’a.



