Koledzy, nie programiści, powiedzą od razu: „ech, kolejny artykuł z serii Lenkoś no-life”, dlatego w dzisiejszym tekście nie napiszę choćby jednej linijki kodu źródłowego. Jeśli chcesz zacząć zabawę z Zendem polecam stronę z serii ciężki umysł
Ciekawa nazwa, ale jakość artykułów jest znacznie ciekawsza, naprawdę polecam.
Co do samego Zenda, bardzo mi się podoba. Spodziewałem się gotowego systemu, ze ściśle ustalonymi katalogami, a tu, proszę, można zrobić to dowolnie jak się chce. Wystarczy napisać plik bootstrappera, podać tam ścieżki, wywołać dispatchera i po sprawie. Większość zadań jakie miałbym jeszcze do napisania w moim frameworku jest już dawno gotowa. ORM jest banalnie łatwy w obsłudze i choć nie jest lekkim narzędziem, korzystanie z czystego MySql’a też jest przyjemne. Wydaje mi się że całkowita przesiadka na Zenda będzie bardzo sensowna.
Licząc zalety gotowego frameworka nie można zapominać o czasie tworzenia strony. Przeciętny system dodawania i edycji danych może zająć na moim obecnym narzędziu około godziny, podczas gdy na Zend, większość rzeczy robiona jest automatycznie i zajmuje około 30 minut. Bardzo mi się to podoba.
Zend ma też dość ciekawie rozbudowaną filozofię, możesz dodać bardzo, bardzo dużo różnych bibliotek i po prostu ich używać, nawet bez obowiązku ładowania, bo tym zajmie się autoloader. Nad Zendem, poza samym Zendem, czyli, jeśli można tak powiedzieć właścicielem PHP, pracują Microsoft, Google i masa innych firm, dostarczających ciekawe API, a ty – nie musisz zupełnie nic robić. Zatem, na ten przykład podłączenie do strony facebooka jest banalnie proste. Całkiem przyjemne, prawda





